WOŁYŃ we krwi 1943 – recenzja książki – Joanna Wieliczka-Szarkowa

Joanna Wieliczka-Szarkowa – WOŁYŃ we krwi 1943

Książka o rzezi wołyńskiej. Przygniatająca. Ja jestem całkiem odporny na takie historie, opisy – a jednak momentami miałem ciężko przy czytaniu. Już nie będę nadużywać słowa “masakra”. To co tam się działo na Wołyniu w 43-44 roku jest przerażąjące, nawet dziś po upływie wielu lat. Nie rozumiem jak można gloryfikować Banderę czy Szuchewycza. Dlaczego więc zdecydowałem się przeczytać taką książkę? W jakiś sposób czuję się to winny Kresowanom. Bo, jak mawia pewne popularne powiedzenie, zostali oni zabici dwa razy – raz ciosami siekierą, a drugi raz przez przemilczenie (byliśmy potem pod butem sowieckim i nie wolno było o tym mówić). A nawet w wolnej Polsce się o tym nie mówiło – ja sam o tych wydarzeniach dowiedziałem się z kibicowskich opraw meczy a nie z historii czy od polityków. Czytając książkę długo zastanawiałem się czy cokolwiek z niej wyciągnę (tym bardziej jako PUA). Jednak wnioski mam bardzo konkretne: zdobyć pozwolenie na broń, nauczyć się strzelać, nauczyć się strzelać z długiej broni precyzyjnej, a jak kiedyś będę mieć własną działkę z domem (niekoniecznie nawet na wsi) to koniecznie zrobić tam kilka kryjówek, niewykrywalnych dla osób postronnych. Nawet nie po to by samemu się chować – być może aby pomóc komuś.