Wnioski współczesnego wojownika

Wnioski współczesnego wojownika – Podrywał Mnie PUA! #9 [republished]

Otwarty przedział, 6h drogi do domu i ja jako współczesny wojownik uzbrojony w twittera i ambicje (co to za czasy nadeszły, że wojownik jest uzbrojony w twittera) mam czas by odzyskać focus in life i zrobić coś z życiem, które wygląda teraz jak kupa gówna.

Oczywiście nie sposób nie nawiązywać do ostatnich wydarzeń, wszak obecna sytuacja jest ich wypadkową, ale rozmawiajmy na wyższym poziomie abstrakcji – wszak mądrość wieszczów (niekoniecznie polskich) na tym właśnie polega, że odnosi się do spraw, które jak się okazuje są ponadczasowe.

Niemcy. Nie bez powodu nazywane przeze mnie najnormalniejszym krajem świata, są chyba kluczem do zrozumienia pewnych mechanizmów rządzących światem. Takie bmw x6, które mijałem przed chwilą czy cudowne audi a5 – takie rzeczy nie biorą się z niczego. Ale prawda o Niemcach jest nieco dalej od finansowego centrum Frankfurtu czy fabryk w Berlinie lub Monachium. Żeby zobaczyć prawdę trzeba ruszyć się na wieś: przejechać z Remich’u do Schengen po niemieckiej stronie lub obejrzeć drogę rowerową na podhamburskiej wsi w piątkowy poranek. Gdy kiedyś tamtędy przejeżdżaliśmy ktoś rzucił komentarz: “Patrz, przy ławce są nawet worki na śmieci. I pewnie były już dzisiaj wymieniane.”
Cała prawda o niemieckim sposobie funkcjonowania zawarta jest w zdaniu “Ordnung muss sein” – “Porządek musi być”. Tylko te 3 słowa włożone do głowy większości z niemieckich dzieci są warte kilka procent PKB. A jeśli PKB do ciebie nie przemawiają to wiedz, że jest to kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy albo wiadukt na międzymiastowej drodze, gdzie przejeżdżając przez miejscowość zawsze robią się korki (pozdrawiamy mieszkańców Kołbieli).
Niemcy działają wg planu i, co ważniejsze, się tego planu trzymają. Procedury są po to by skuteczniejsze było działanie. A skuteczniejsze działanie to więcej kasy dla wszystkich. I żeby nie było, że jestem pierdolonym hipokrytą – zachowywanine wyznaczonych planów to NAJWAŻNIEJSZY wniosek dnia dzisiejszego. Jak to mówi blondaas “niech skały srają” a ja i tak będę realizować założenia, które sobie postawiłem.

Dlaczego w ogóle tak o Niemcach prawię? Bo mamy ich kompleks i sam też mam. I stoję na czele osób, które się do tego przyznają. Bo tak jak kiedyś przyznanie się do problemów z podrywaniem lasek zaprowadziło mnie do miejsca w którym seksu mi już nie brakuje, tak teraz wierzę, że to przyznanie się zapewni mi wiele.
Kompleks Niemców. Ludzi, którzy przegrali wojnę (z nami:D) i mieli kompletnie zniszczony kraj i zgwałcone wszystkie kobiety w wieku 14-60 nie wyłączając zakonnic. Ludzie, którzy zabili brata mojego dziadka. I wiele innych osób. Ludzie, którzy mają kraj wielokrotnie przyjaźniejszy od naszego. I jeżdżą autami, które wgniatają mnie w ziemię gdy je widzę na ulicach waw. Życie jest przewrotne chciałoby się powiedzieć.
Kto im to zrobił?

Kapitalizm.
Kapitalizm, który mnie złapał, zjadł, przetrawił, wypluł i zwymiotował. I mimo tego wciąż go nie umiem w stopniu jakiego bym oczekiwał. Wolny rynek, którego w Polsce nie ma i którego mi brakuje tu jak tlenu.
Tu dygresja: czy można w obecnych czasach kupić albo wydzierżawić na dłuższy okres fragment innego kraju? Np. kawałek jakiejś wyspy na Indonezji? Tam by się postawiło Polandię (c), która byłaby nasza i można by tam wprowadzić ten krwiożerczy kapitalizm i bezduszny wolny rynek, którego tak się ludzie tu boją? Jeśli ktoś z rządzących podłapie ten pomysł to będę pierwszą osobą, która tam wyjedzie. “Polska Hong Kongiem Europy” może wreszcie się zrealizuje. Koniec dygresji.
Wolny rynek w jego brytyjskiej odmianie (UK, USA, Irlandia, Kanada, Nowa Zelandia, Singapur, Hong Kong, Australia) jest lekarstwem na mnóstwo dolegliwości bo nawet głąb może bez trudu prowadzić działalność. Za głąba się nie mam, działalności też nie mam. Najwyższy czas mieć.

Sukces w biznesie to kasa a kasa to cipki. I o pogoni za cipkami też chciałem wspomnieć. Kocham kobiety. Uwielbiam bzykać. Tyle tylko, że z ganianiem za cipkami przesadzam. Wyjeżdżam z modelką do Sopotu na weekend tylko po to żeby ją bzyknąć i czuć się lepszym facetem. Nie przeszkadzaŁO mi to, że mam ją za mega pustaka i stanowi antytezę mnie. Wampir nie tylko energetyczny, ale też emocjonalny + totalnie niekomfortowo się z nią czułem. I koniec końców przekroczony budżet na wyjazd. Nie lubię gdy się mnie rucha na kasę, nie lubię gdy ktoś zamawia coś kompletnie niepotrzebnego i znika zostawiając trzycyfrowy rachunek. Ale chuj – trzy stówy, które mnie teraz tak bolą, że wracam do waw są nieporównywalnie mniej warte niż wnioski do których dzisiaj doszedłem. Zaprocentują w przyszłości, ich realizacja zaprowadzi mnie daleko i wysoko.
Czyli z każdej sytuacji można wynieść pozytyw. Czasem taki dzień jak dzisiaj jest potrzebny. I dedykuję to wszystkim tym, którzy minęli swoją stację docelową i marudzą. Chcą coś odkręcać. Polacy by powiedzieli sztukować. Kienzen kiedyś pięknie to określił “to jest dobre przy partyzantce, ale komplenie się nie sprawdza przy normalnym funkcjonowaniu”. I tutaj wracamy do Polaków i Niemców i źródeł różnic między nami. I tu i tu są procedury. Ale tylko po tamtej stronie Odry są one przestrzegane. Przykład nr 1: wspólne latanie samolotem prezydenta i premiera. Po rozstrzaskaniu się tupolewa stwierdzono, że nie wolno najważniejszym osobom w kraju latać razem. I co? Po kilku miesiącach słyszę, że Komorowski z Tuskaczem latają gdzieś razem helikopterem. Bo tak im wygodniej. I na chuj sami wprowadzamy jakieś procedury jak ich nie spełniamy? W Niemczech by to nie przeszło. Przykład nr 2 to to co się dzieje u mnie w firmie z zarządzaniem zadaniami, ale nie ma sensu tego tu wyciągać.
Nikogo zmieniać nie zamierzam. Zmienię siebie. Będę w tym bardziej Niemcem niż Polakiem. Osiągnę dzięki temu sukces. A to najlepsza forma zemsty na losie.

I na zakończenie chcę jeszcze powiedzieć w którym miejscu w życiu jestem teraz. A w zasadzie gdzie byłem i gdzie będę, bo dzisiaj z rana zakończył się jeden a rozpoczął kolejny istotny etap mojego życia:
“Moje życie to gówno. Jest bez sensu.”
To jest cytat z moich myśli jakie ostatnimi czasy się pojawiają. No bo tak: praca (=tyranie), tyranie, tyranie, tyranie, randka, wkurwienie na przełożonego że buc, tyranie, ból głowy, bieganie, nowy kolonko na youtubie, tyranie, seks, firma i znów tyranie. Z tym, że tyranie na maksa nieefektywne bo to bardziej ściemnianie i organizowanie się żeby zacząć i gówno z tego wychodzące. Czas to zmienić i apostrofą/manifestacją tego jest ten post. Ale to jest zamknięty krąg prowadzący nie do lamborghini tylko do opla astry jakkolwiek on wygląda. Żeby odnieść sukces trzeba szybko działać i myśleć – w tej kolejnośći. A ostatnio było za dużo myślenia i tony lenistwa a za mało działania w chuj skutecznego. Ale wróćmy do sensu życia. Moim najtajniejszym marzeniem było “wiedzieć coś czego nie wiedzą inni normalni ludzie” (zainspirowane audycjami Wołoszańskiego w Radiu Zet – wiecie szpiedzy, kryptolodzy, te sprawy). I to znalazło świetne ujście w postaci PU. Natomiast moje credo życiowe to “Wieść szalone życie”. I w całej swojej nadzbytnej analityczności ten aspekt gdzieś przepadł i ujście w postaci imprez to to nie to. W takim razie czym powinno być to ujście? Hong Kongiem, motocyklem, seksem w miejscach częściowo publicznych, youtubem i komentarzami pod nim z uwagami do filmu, którego jesteś autorem i główną aktorką. Nie “cream de la creamme” psia wasza mać. I wkrótce moje życie będzie tym czym chcę.
Jeszcze zobaczycie.

Dobrego posta warto zakończyć jakąś wzniosłą myślą, sentencją, która czytelnikom powinna pozostać w pamięci. Jaka tu być powinna? Polska Hong Kongiem Europy? Ordnung muss sein? Długie mycie skraca życie?

Nie.
Skuteczność buduje sukces. Jak Niemcy.

PS Post stworzony w całości na smartfonie. Widać nie tylko Niemcy budują skuteczność 😉