Uwodzenie dotykiem – recenzja książki – Feniks

Feniks – “Uwodzenie dotykiem”

Największą zaletą książki Feniksa jest przypomnienie jak niesamowicie ważną sprawą w uwodzeniu jest dotyk. Eskalować trzeba przy każdym pojedyńczym podrywie. Ebook Feniksa jest też małym prztyczkiem w nos Warsaw Lair – patrzcie, jednak da się napisać wartościową publikację nie ograniczając się do do banałów i sylwetek autorów na początku każdej książki. Wracając do ebooka – jej autor ewidentnie nie zrozumiał koncepcji strefy intymnej i niestety to niezrozumienie aż razi po oczach. Bo 99% mężczyzn natychmiastowo zareguje gdy jakiś mężczyzna znienacka pojawi się w pobliżu ich krocza lub 10cm od twarzy. I nawet gdyby autor był tym jednym procentem, który nie zwraca na to uwagi to nie dowodzi braku istnienia tej strefy – tutaj wyjątek potwierdza regułę. Feniks promuje podejście do PU które można uprościć jako “jeśli szukasz ONSów to je znajdziesz” z czym osobiście się nie zgadzam, bo zakrawa mi to o mat głupca – takie udane podrywy nie przybliżą cię do sukcesu z wartościową kobietą (np. Dodą), bo ona nie zgodzi na coś takiego się na pierwszym spotkaniu. Dużym minusem tej pozycji są bardzo liczne błędy – stylistyczne, składniowe, literówki, które niestety dość skutecznie przeszkadzają w lekturze. Reklam szkoleń jest mniej niż w przypadku WL, a opisana zasada cienia z pewnością przyda się wielu osobom. Fragment “obecnie tworzę nowy system, (…) będzie to rewolucja w całej dziedzinie uwodzenia” sprawa wrażenie lekkiej farsy, ale ok – Feniksie – nie mogę się doczekać. I na koniec mały hint od mnie – nie pisz, że porażki nie istnieją (bo jeśli ich nie ma to nie ma również sukcesów) – one istnieją tylko trzeba je po męsku przyjąć na klatę bez uciekania się do (słabych) logiczno-neurolingistycznych tricków.