Spowiedź selekcjonera – recenzja książki – Maciej Rajk

Maciej Rajk – “Spowiedź selekcjonera”

Książka Maćka to w zasadzie opowieść Marcina. Jakiego u licha Marcina? – zapytacie. Ano nie byle jakiego, bo wieloletniego selekcjonera w legendarnym wręcz warszawskim klubie Cynamon (w książce pod nazwą Namon). Słyszałem o tym klubie zanim jeszcze pisarz & selekcjoner wpadli na pomysł napisania tej książki. Klub nowego typu, dla tutejszej śmietanki, celebrytów. Lans, bounce i orzeszki. Teraz dopiero miałem okazję dowiedzieć się co się działo w środku – bo klub przestał funkcjonować zanim spadł na mnie warszawski deszcz. I myślę, że dowiedziałem się prawdy, bez jakiegoś szczególnego koloryzowania. Ogólnie książka podzielona jest na trzy rozdziały – życie Marcina przed Cynamonem, Namon i życie “po”. Przy czym ostatnie to głównie opowieść o staczaniu się człowieka w odmęty hazardu, uzależnienia od narkotyków, kradzieży i kłamstw. I to też niesamowicie uwiarygadnia książkę. Ze strony PU przydadzą się ze 2-3 rozdziały tej niesamowitej opowieści – m.in. o wchodzeniu do klubu przez bramkę. O laskach jest na każdej niemal stronie więc też nie ma nudy. Jedna rzecz, która bardzo obniża ocenę książki to fatalna, tragiczna wręcz korekta – setki (!) błędów składniowych, końcówek, interpunkcyjnych. Nie lubię takich rzeczy i nie rozumiem jak można wydać niewyjustowaną książkę? Cóż – może autor wytłumaczy.