Sekrety Uwodzenia Modelek i 10-tek – recenzja książki – Marcin Szabelski (Adept)

Marcin Szabelski (Adept) – “Sekrety Uwodzenia Modelek i 10-tek”

Jeszcze nigdy nie czytałem dobrej książki w której byłyby używane emotikony. Albo w której autor pisze do czytelnika “na ty”. Nie wiem czy wynika to bardziej z nieudolnej próby przeniesienia postawy ze szkoleń czy z hurtowej produkcji kolejnych materiałów. W każdym razie i tym razem intuicja mnie nie zawiodła, bo książka Adepta jest zwyczajnie słaba. Czytanie utrudniają dziesiątki literówek i błędów składniowych. W ebooku mamy też kilkadziesiąt reklam innych materiałów autora, a okazjonalnie trafiają się kwiatki w stylu “Twoi gamoniowaci kumple od gier komputerowych”. Obniża to znacznie końcowe wrażenia, ale nie miałoby wpływu na końcową ocenę gdyby autor dowiózł główny temat. A z tym jest słabo. Po książkę sięgnąłem z uwagi na tematykę – wszak uwodzenie modelek i 10-tek to top topów, najbardziej zaawansowany element procesu uwodzenia. “Tylko dla orłów” chciałoby się rzecz. I aż się prosi o to, aby autor sypał tutaj przykładami z życia – opowiadał o swoich doświadczeniach, wspominał różne historie i analizował case study. I właśnie tego mi zabrało najbardziej. Na 96 stron opisane były dwie takie sytuacje, z czego drugą już zapomniałem, mimo, że ebooka skończyłem czytać pół godziny temu. A pierwsza dotyczyła tego, że w klubie wpadł w oko jakiejś celebrytce klasy B (jego własne słowa) i to ona sama zaczęła go podrywać. Tak więc na tym polu mocny zawód. Od strony merytorycznej w oczy rzuca się absurdalna niekonsekwencja, bowiem autor na samym początku poradnika pisze, aby nie oceniać tych Kobiet w skali 1-10… po czym przez absolutnie całą książkę stosuje te określenia. To jest po prostu niekonsekwencja level master. Albo sabotowanie cudzego inner game. Zasadniczą część książki stanowi opis technik i metod przydatnych przy podrywaniu tych najatrakcyjniejszych Kobiet. Są to: ultra pewność siebie, bycie mężczyzną z tego samego świata, wysoki status, autorytet, tajemniczość, bycie w jej typie, unikalna więź emocjonalna, wzbudzanie zazdrości i kwestionowanie jej wartości. Choć brzmią one nieco banalnie to nie chcę ich kwestionować, jednak bez opisów wlasnych doświadczeń wygląda to trochę jak rekin bez zębów. Trudno traktować go poważnie. Nie trzeba być demonem intelektu by sobie wyobrazić jak się skończy stosowanie NLS-u w elitarnym klubie na celebrytce w stylu Dody czy Julii Wieniawy. To się kupy nie trzyma. Na koniec podam dla odmiany jedyne sensowne i niebanalne zdanie, odnoszące się do podrywania najatrakcyjniejszych Kobiet: Co jest u takich Kobiet oznaką zainteresowania? To, że sobie nie poszły. Trzena przyznać, że ma to sens i pozwala zaoszczędzić czas stracony na czytanie tej pozycji.