Pięćdziesiąt twarzy Greya – recenzja książki – E. L. James

E.L. James – “Pięćdziesiąt twarzy Greya”

Książka, która atakowała mnie z każdej niemal strony przez ostatnie miesiące. I po przeczytaniu jej (jednocześnie z recenzjami na Wyszło) mam dwie refleksje: raz – nie dziwię się, że się tak Kobietom podoba, a dwa – w takich momentach jak ten mam potwierdzenie, że nie warto czytać beletrystyki. W trakcie lektury znajoma zapytała mnie o opinię i myślę, że warto teraz przytoczyć sms jaki jej wysłałem: “Wykorzystuje wszystkie archetypy mężczyzny atrakcyjnego dla Kobiet, a w roli głównej bohaterki jest osoba, z którą łatwo może się utożsamić większość czytelniczek tego typu pozycji”. Teraz już będziecie wiedzieć czemu Christian jest tak niebotycznie bogaty, przystojny, przystojny, przystojny, władczy i obdażony dużą męskością. Czytając “50 twarzy” znajdziemy tak nietypowe BDSM (Bondage, Domination, Sado Maso) w ilościach śladowych, a książkę można trafnie podsumować ostatnimi 20 stronami. Nie wiem czemu penetracja w wykonaniu naszego miliardera trwała zawsze nie dłużej niż 1 akapit, za to wiem, że pora o której tą książkę (z ulgą) skończyłem – 03:21 – nie może być przypadkowa.