Niebezpieczne flirty – recenzja książki – Cathie Linz

Cathie Linz – “Niebezpieczne flirty”

Harlequin nr 2 jest już nieco bardziej realny, choć wciąż mocno naciągany. Tym razem mamy policjanta-kobieciarza, który za przymilanie się do córki swojego szefa zostaje odesłany do prowincjonalnej biblioteki, by tam pod przykrywką rozpracowywać siatkę nielegalnych hazardzistów. Mamy szefową biblioteki, której poprzedni ukochany na jej oczach zabił się na motocyklu. Mamy także akcję, która opiera się na schemacie “w dzień glina flirtuje z szefową (co ją strasznie złości), w nocy przychodzi do niej do domu i znienacka całuje (co jej się coraz bardziej podoba)”. Mamy wreszcie scenę finałową, w której detektyw ratuje swą kobietę z rąk niecnych przestępców i mimo, że naokoło robi się od policji wypowiada poruszającą kwestię “Kochałem cię już przedtem. Ale dopiero teraz zrozumiałem, co się czuje, kiedy ukochana osoba jest w niebezpieczeństwie. Dlatego obiecuję ci, że nie będę, tak jak kiedyś, podejmował niepotrzebnego ryzyka. Ale jestem policjantem, Nicole. Czy zaakceptujesz ten fakt i zwiążesz się ze mną?”. Czego można się nauczyć z kolejnego harlequina? Że mężczyzna, który rozbudza zmysły jest umięśniony i dobrze zbudowany. Że bzykać się należy wyłącznie w gumkach. Że kobiety noszą w sobie niesamowite pragnienie romantyzmu (to na podstawie sposobu pisania tych książek). A kwiatek na dziś brzmi: “Nieznośny żar ogarnął Nicole, jakby zbliżała się ku rozpalonemu jądru Słońca. Płonęła. Nie mogła już dłużej czekać.”