Genom – recenzja książki – Matt Ridley

Matt Ridley – Genom

Trzecia książka Matta Ridleya, którą czytam. Trzecia popularno-naukowa. I trzecia ciekawa. Jeszcze chyba nigdy nie zaczynałem tak recenzji, ale na wstępie warto już powiedzieć, że sam pomysł na książkę był interesujący. Jest ona podzielona na 23 rozdziały, po jednym poświęcony każdemu chromosomowi w ludzkim genomie. I są one wykorzystywane jako przyczynek do rozważań nt genów – czym są, ile ich jest, za co odpowiadają i co się dzieje gdy czasem nastąpią w nich drobne zmiany zwane mutacjami. To daje autorowi możliwość opowiedzenia ciekawej historii związanej z każdym genem (o tym za chwilę), a jednocześnie ma się też poczucie, że poznaje się ludzki genom i jego chromosomy. Warto też zaznaczyć, że książka – przypomnę: popularno-naukowa – jest napisana językiem umożliwiającym jej zrozumienie przez przeciętnego zjadacza kaszy. Wszystkie wymagane terminy zostały wyjaśnione już we wstępie, w którym ludzki genom został przyrównany do książki. Są w niej 23 rozdziały – to chromosomy. Każdy rozdział zawiera kilka tysięcy opowiadań – to geny. Każde opowiadanie składa się z akapitów – to eksony – które są rozdzielone ogłoszeniami – to introny. Każdy akapit składa się ze słów – to kodony. A każde słowo powstało z liter – to nukleotydy. Litery zaś są tylko cztery: A, C, G, T – to adenina, cytozyna, guanina i tymina. Kurczę, naprawdę przystępnie to wyjaśnione. Strona z tym porównaniem to zdecydowanie strona do której najczęściej wracałem w trakcie lektury. Może stwierdzenie “książka jest kopalnią wiedzy” jest już dość wyświechtanym powiedzeniem – ale co zrobić? Książka Matta Ridleya opowiada o tym jak wszystkie rośliny, zwierzęta czy grzyby pochodzą od jednego wspólnego przodka, czyli dzielą ze sobą niektóre geny, fragment kodu DNA. Możemy dowiedzieć się, że mamy 98% wspólnych genów z szympansami i 97% z gorylami. Ale co ciekawe, niektóre geny mamy wspólne też z grzybami. Dowiemy się jak mutacje niektórych genów (czy wręcz pojedynczych liter) powodują choroby z którymi zmagamy się do dzisiaj. Ciekawe były też rozdziały o konflikcie płci na poziomie genów czy o tym jak rozwija się ludzki zarodek, jak działa pamięć i jak wykształciła się wolna wola u człowieka. Rozdział o chorobach prionowych (jak scrapie czy choroba szalonych krów) czyta się jak dobry kryminał. Ale już rozdział o eugenice dość mocno dawał do myślenia. Z kolei rozdział o inżynierii genetycznej był dla mnie trudny z moralnego punktu widzenia. Ja wiem, że to nie wina autora, że opisuje i tłumaczy jak działa świat. Ma też manierę pokazywania, że wszystko to co robi nauka jest dla dobra ludzkiego. Ale ciężko mi zaakceptować celowe zmiany ludzkiego genomu, uważam to za bawienie się w Boga i podskórnie czuję, że do niczego dobrego to nie prowadzi, że kiedyś może nam wystrzelić prosto w twarz – a widzieliśmy co się działo przy okazji eugeniki. Mieszanie wsobne bydła? Przenoszenie genów chomika do królika? Takie sprawy są na porządku dziennym od dawna, autor podawał statystyki, że 60% roślin spożywczych, które sprzedaje się w Stanach Zjednoczonych jest modyfikowana genetycznie. Uwzględniając zmiany, które zostały przeniesione z innych gatunków. Tak wygląda rzeczywistość już teraz. I warto być tego świadomym. I dlatego warto sięgnąć po książkę Matta Ridleya “Genom”.